Cud-dieta opisana w tym
artykule nie ma nic wspólnego z nadchodzącym
sezonem plażowym. W tym przypadku odchudzamy
samochód.
Obiecaliśmy ostatnio, że w
tym numerze temat hamulców skończymy efektownym
mega-testem. Niestety, musimy to odwołać. Aby
test był miarodajny i zadowolił naszych
Czytelników musi być przeprowadzony na lotnisku.
Wiąże się to ze sporym wysiłkiem
organizacyjno-logistyczno-finansowym. Ponieważ
meteo wypowiadało się niepewnie co do dobrej
pogody w wyznaczonym przez nas pierwszym
terminie, po burzliwej dyskusji zdecydowaliśmy
nieco odroczyć "test prawdy". Na pocieszenie
powiedzmy, że decyzja była słuszna bo akurat
lało jak diabli. Mamy nadzieję, że następny
wybrany przez nas termin okaże się trafiony, a
wyniki poznacie już za miesiąc. Tymczasem
zajmijmy się odchudzaniem. Samochodu oczywiście.
Temat z pozoru trywialny,
bo mówi o tym nawet mądrość ludowa ("baba z
wozu..."). Im większa masa, tym większą pojazd
ma bezwładność. Wzrasta więc siła potrzebna, by
go rozpędzić. Jak widzicie, znowu wracamy do
fizyki na poziomie podstawówki, ale jak zawsze
chcemy, żeby każdy zrozumiał DLACZEGO coś się
dzieje tak, a nie inaczej. . Można oczywiście
przerabiać samochód na zasadzie: "bo kolega tak
zrobił i jest lepiej...", ale z tymi kolegami to
różnie bywa. Może oni zrobili coś na tej samej
zasadzie i w końcu wszyscy robią to samo, ale
nie do końca wiedzą po co. Do błędu ciężko się
potem przyznać, więc każdy mamrocze pod nosem,
że owszem jest trochę lepiej.
Wszystko do śmieci
Przejdźmy do części bardziej praktycznej.
Początek odchudzania auta jest bardzo przyjemny
bo nie wiąże się z żadnymi wydatkami. Poza tym
nic nie trzeba przykręcać do samochodu, a wręcz
przeciwnie "graty" się z niego wyrzuca.
Traktujemy tutaj odchudzanie jako całościowe
przerabianie samochodu, a nie jedynie chwilowe
jego odciążenie np. przed sprintem na czterysta
metrów. Tym niemniej warto pamiętać, żeby przed
startem wyrzucić z auta śmieci, butelki po
piwie, wyjąć koło zapasowe, itp. Niestety,
dziewczyny też powinny na chwilę wysiąść. Żeby
nie było, że sobie żartujemy, oto przykład ze
świata wielkiego sportu. Podczas ostatniego
Rajdu Wielkiej Brytanii (RAC), przed najdłuższym
56-kilometrowym OS-em, Markko Martin "poszedł na
całość" i wyrzucił z Focusa WRC oba koła
zapasowe, lewarek i klucze do kół. Na każdym
hamowaniu, wyjściu z zakrętu i na samym "winklu"
zyskiwał w ten sposób setne sekundy. Ryzyko
opłaciło się: Martin wygrał OS w pięknym stylu.
Mamy dla Was równie ekstremalny przykład, tym
razem z naszego podwórka. Wyobraźcie sobie, że
Rednacz przed startem do wyścigu w Modlinie
wymontował ze swojego bolida nawet subwoofer !!!
Musimy się koniecznie dowiedzieć, czy wyjął też
płyty.
Wracając do właściwego
odchudzania: im auto jest lżejsze, tym sprawniej
przyspiesza (o tym było na początku), ale nie
tylko. Z racji mniejszej masy ma też krótszą
drogę hamowania i nieco lepszą przyczepność na
zakrętach. Równocześnie można przy okazji zadbać
o lepsze rozłożenie masy na przednią i tylną oś,
o czym napiszemy dalej. Niestety nie ma prostego
przeliczenia zdjętych kilogramów na darmowy zysk
mocy. Amerykański autorytet w dziedzinie
wyścigów na 400 metrów i tuningu silników inż.
David Vizard podaje, że 150-200 kg warte jest
tyle co 30-50 KM więcej. Dotyczy to ciężkich
amerykańskich samochodów.
Kto miał okazję przyjrzeć
się z bliska profesjonalnej rajdówce, a jeszcze
lepiej maszynie do rallycrossu, ten doskonale
wie, co można usunąć z samochodu, a właściwie co
trzeba w nim zostawić. Na pierwszy ogień idzie
przeważnie tylna kanapa wraz z pasami
bezpieczeństwa, wszelkie półki, rolety,
popielniczki, dywaniki... Następnie tapicerka z
drzwi i podsufitka. Większego zacięcia wymaga
demontaż wykładziny podłogowej oraz znajdującej
się pod nią maty głuszącej. Jest to pracochłonna
operacja, ponieważ matę głuszącą przeważnie
usuwa się za pomocą... dłuta i młotka. To mniej
więcej tak, jak szorowanie łazienki szczoteczką
do zębów, tylko jeszcze ciężej! Jest to więc
bardzo pracochłonne zajęcie, ale efekt może być
piorunujący. Pewien zawodnik przygotowujący
swoje BMW serii 3 do startów w wyścigach
płaskich z samych wyciszeń wnętrza "zdjął" 100
kg!!! A więc obniżył masę pojazdu o około 8% co
w pewnym uproszczeniu można zamienić na
"darmowe" 8% mocy więcej. A jeszcze żaden facet
od chipowania nawet nie zbliżył się do
samochodu. Występuje tutaj pewna zależność. Im
nowocześniejszy samochód chcecie popsuć, tym
większej liczby kilogramów można go pozbawić.
Okazuje się, że znaczna część komfortu to zwykła
mata!!! Oprócz tego, każdy nowszy samochód
posiada jeszcze przeważnie jeszcze masę innych
zbędnych z punktu widzenia sportu gadżetów jak:
elektryczne lusterka, elektryczne szyby,
kilometry kabli, czy "komputer pokładowy".
Zawodnicy i konstruktorzy samochodów sportowych
często posuwają się również do "odejmowania
materiału" jak mądrze nazywa to załącznik "J".
Polega to przeważnie na wierceniu dziur w
różnych elementach karoserii, które nie muszą
przenosić dużych obciążeń jak np. drzwi. Trzeba
jednak pamiętać, że w ten sposób można osłabić
konstrukcję samochodu. W autach użytkowanych na
co dzień może mieć to znaczenie podczas wypadku
(odpukać!). Samochód wyczynowy posiada jednak
klatkę antykapotażową (nie mogliśmy się
powstrzymać od użycia tego słowa!), która ma
właśnie chronić od skutków wypadku. Inne
wzmocnienia nie są wtedy potrzebne i w tym
przypadku można podjąć ryzyko. Dzięki tym
wszystkim operacjom nasze auto przekształci się
we wspaniałe, huczące blaszane pudełko, w którym
tylko my będziemy się dobrze czuć.
Wyższa szkoła
odchudzania
Oprócz demolowania samochodu i wyrywania
wszystkich niepotrzebnych części można również
spróbować zrobić lub kupić ich odpowiedniki z
innych lżejszych materiałów. Ta część operacji
wymaga już zaangażowania pewnych środków
finansowych. Podobnie jak w przemyśle lotniczym:
im lżejsze, a przy tym wytrzymalsze będą
materiały zamienników, tym będą one droższe. Nie
wpadajmy jednak w panikę. Część zamienników
można wykonać samodzielnie, a przy tym
niekoniecznie od razu trzeba będzie sięgać po
tytan. My możemy spróbować trochę okroić
zderzaki, zamontować felgi ze stopów lekkich (co
nie tylko zmniejszy całkowitą masę auta, ale też
masy wirujące: oto kolejne "darmowe konie").
Seryjne fotele, czasem zawierające całą
aparaturę do elektrycznej regulacji, zmieniamy
na kubły sportowe ważące 5-10 kg/sztuka, a pasy
bezwładnościowe na szelkowe, przeznaczone do
sportu. Przy okazji ostrzeżenie: nigdy nie
oszczędzajmy na wyposażeniu bezpieczeństwa, jak
pasy, klatka, czy solidne i wyglądające na
"przyciężkie" mocowania kubłów do podłogi. W
niejednej rajdówce widzieliśmy klatkę
bezpieczeństwa produkcji znanej firmy, która
swoją delikatnością i minimalną ilością rur
wołała wręcz o pomstę do nieba.
Kolejny zbędny balast na
pokładzie to szyby. Boczne oraz tylna (o ile ma
niezbyt skomplikowany kształt, mogą być
wymienione na tanie i superlekkie szyby z
poliwęglanu. Ten materiał jest dostępny w
arkuszach, szyby można wyciąć i zamontować
samemu. Także od wielkości samochodu,
oszczędzamy w ten sposób co najmniej 10 kg!
Dysponując głębszym
portfelem, wciąż wiele masy możecie usunąć z
samej karoserii. Maska, tylna klapa, niektóre
drzwi (o ile samochód ma służyć tylko do
ścigania) oraz błotniki zastępujemy częściami
wykonanymi z tworzyw sztucznych. Lekkie elementy
karoserii, stosowane powszechnie w rallycrossie,
specjalne firmy dorabiają według części
oryginalnych. Każdy element może być wykonany np.
z laminatu. Bogaczom polecamy kevlar lub włókno
węglowe (carbon). Najdroższe jest tu wykonanie
form, więc nawet w najtańszej opcji (laminat)
trzeba się tu liczyć z wydatkiem rzędu kilku
tysięcy złotych. To wszystkie niezbędne podstawy
teorii odchudzania auta, pozostałe szczegóły
pozostawiamy Waszej inwencji i zdrowemu
rozsądkowi. Nie wycinajcie podłużnic ani
wahaczy!
Rozkład masy
Na koniec problem niezmiernie ważny:
wybalastowanie samochodu. W sportach
samochodowych prawie zawsze dla danej klasy albo
konkretnego auta, obowiązuje masa minimalna. A i
tak samochód zawsze odchudza się najbardziej jak
to możliwe, nawet poniżej minimalnej wagi.
Ciężar konieczny, aby auto było było zgodne z
przepisami, można za to dołożyć w dowolnym
miejscu, poprawiając w ten sposób
charakterystykę prowadzenia samochodu. W
samochodach rajdowych i wyścigowych ideałem jest
rozłożenie masy na osie w stosunku 50/50%. Na
przykład: odchudziliśmy auto do 970 kg, a
wymagana masa minimalna wynosi 1000kg. Ważenie (np.
na ścieżce diagnostycznej) wykazało, że 60% masy
przypada na przednie koła, a tylko 40% na tył. W
tym przypadku, "brakujące" 30 kg dokładamy z
tyłu pojazdu. Ponowne ważenie wykaże teraz, o
ile zbliżyliśmy się do równego rozkładu 50/50.
Balast może mieć dowolną formę, ważne jest aby
był solidnie zamocowany do nadwozia i to
możliwie jak najniżej! Rajdówki takie jak
Mitsubishi Lancer czy auta WRC są dodatkowo
wyważane tak, aby po długim skoku ładnie
lądowały na cztery koła. Wyścigi na 400 metrów
czy rallycross to nieco inna specyfika: tutaj
liczy się przede wszystkim start. Dlatego z
jednej strony auto powinno być jak najlżejsze, a
z drugiej możliwie najwięcej masy powinno
przypadać na koła napędzane. Ponadto w czasie
startu tył zostaje dociążony i zwiększa się
przyczepność tylnych kół (dobrze dla aut z
tylnym napędem!). Jeśli napęd jest na przednie
koła lub na wszystkie, to zjawisko staje się
niekorzystne i przednie koła chętnie "zamielą"
pozostawiając nas za konkurencją. Słynny
650-konny Saab wielokrotnego mistrza Europy w
rallycrossie Pera Eklunda, ma beznadziejne z
punktu widzenia np. wyścigów płaskich wyważenie.
Około 64% masy przypada na przednie koła, co
jednak jest bardzo korzystne w momencie startu.
Jeśli szał odchudzania
ogarnie samego kierowcę, to odsyłamy do
czasopism z innej branży!
Źródło: Wojciech Jurecki,
Tomasz Ważyński "Zrzuć zbędne kilogramy", GT nr
6 (54), czerwiec 2003, str. 36-37