|
Chciałbym wrzucić
kamyczek do ogródka z filtrami
powietrza. Mam na myśli filtry stożkowe
tzw. "kity". Być może rozpętam małą
burzę ale robię to tylko i wyłącznie w
trosce o stan silników tych
Użytkowników, którzy zdecydowali się na
ten rodzaj tuningu. Na pewno nie
powodują mną względy komercyjne,
ponieważ generalnie nie sprzedaję tych
filtrów a powody zaraz będą jasne. Muszę
tu dodać, że wszystkie nowinki z zakresu
tuningu zawsze mnie ze zrozumiałych
powodów interesują i nigdy z założenia
nie ustosunkowuję się do nich
negatywnie, zanim nie sprawdzę. Często
również okazuje się, że dopiero po
długotrwałym teście można uzyskać pełnię
wiedzy na temat jakiegoś rozwiązania.
Moje spostrzeżenia
dotyczą konsekwencji stosowania tych
filtrów w kilkudziesięciu przypadkach na
przestrzeni co najmniej 3 lat.
Zauważyłem, że w około 80 % przypadków
podstawową konsekwencją zastosowania
filtra powietrza stożkowego jest wyraźne
obniżenie maksymalnego momentu
obrotowego silnika z jego
przemieszczeniem w zakres zdecydowanie
wyższych obrotów zbliżonych do
maksymalnych. Konsekwencją tego jest
zmniejszenie elastyczności silnika czyli
jego zdolności do przyspieszeń samochodu
w niższym zakresie obrotów jednostki
napędowej.
W dodatku okazało
się, że silnik w zakresie obrotów mocy
maksymalnej traci tę moc w granicach
najczęściej około 10 %. Teoretycznie,
gdyby miał możliwość uzyskania jeszcze
wyższych obrotów, niekorzystny bilans
mocy mógłby zostać zniwelowany. Tu
jednak pojawia się problem w postaci
limitera obrotów, które to
zabezpieczenie montowane jest już we
wszystkich praktycznie silnikach.
Producenci samochodów zabezpieczają się
przed takimi prędkościami obrotowymi
silników, które powodują przyspieszone
zużycie i grożą bardzo poważną i
kosztowną awarią często kończącą się
wyrzuceniem silnika na złom. A już nie
znoszą takich awarii w okresie
gwarancyjnym silnika. Próby obejścia
tego problemu poprzez zmianę parametrów
ogranicznika obrotów grożą wyżej
opisanymi konsekwencjami. Kłania się tu
osobny i bardzo poważny problem związany
ze stosowaniem tzw. "chipów" i
konsekwencji stosowania tego rodzaju
rozwiązań w silnikach bez doładowania.
Żeby było
śmieszniej, szczęśliwy nowo upieczony
posiadacz filtra stożkowego,
paradoksalnie, gorsze parametry odbiera
jako lepsze. W czym zatem problem? Ano
typowa reakcja jest następująca : "Jak
na początku przyspieszam to jest trochę
gorzej ale potem jak już osiągnę z 6000
obrotów to sprzęt dostaje takiego kopa,
że hej". Zgadza się? Panowie - ten "kop"
to ma mniejszą "parę" od seryjnego.
Ponieważ silnik ma wyraźnie niższy
maksymalny moment obrotowy w zakresie
niższych obrotów ulegacie pozornemu
wrażeniu, że jest lepiej w momencie gdy
silnik "odnajdzie" ten moment przy
bardzo wysokich obrotach. A tu za chwile
mamy niedosyt, ponieważ producent w
trosce o swój motorek ograniczył nam tę
zabawę tym nieszczęsnym limiterem
obrotów. Chcąc nie chcąc, by tak
oczekiwaną dynamikę trzymać w granicach
przyzwoitości rąbiemy silnik
permanentnie w zakresie maksymalnych
obrotów. Konsumpcji paliwa to nam nie
zmniejszy a zużycie silnika zdecydowanie
przyspieszy i potęguje hałas związany z
tak zwanymi "szmerami ssania".
Podstawową
przyczyną tego stanu rzeczy jest po
pierwsze temperatura powietrza
dostającego się do silnika. Jest ona
znacznie wyższa niż przy konwencjonalnym
rozwiązaniu. Gorące powietrze ma
mniejszą gęstość od zimnego, co w
konsekwencji prowadzi do mniejszej
sprawności napełniania komory spalania i
mniejszej mocy. Wyraźnie widać tę
zależność przy analizie wzoru na moc
silnika. To o czym piszę do "delta T".
Niestety niczym nie osłonięty filtr
powietrza umieszczony z reguły
bezpośrednio na wlocie powietrza przy
kolektorze jest ogrzewany wielką ilością
gorącego powietrza podgrzanego przez
elementy silnika. Zjawisko takie jest
szczególnie zauważalne podczas powolnej
jazdy i częstych postojów tak
charakterystycznych podczas używania
samochodu w ruchu miejskim.
Kolejna przyczyna
wynika z tego, że skrócona jest długość
układu ssącego biorąc za bazę
rozwiązanie seryjne z obudową filtra
umieszczoną często w znacznym oddaleniu
od kolektora ssącego. Zjawiska falowe
powstające podczas dostawania się
powietrza do kolektora ssącego mogą
działać pozytywnie lub negatywnie na
sprawność silnika. Często dochodzi do
takich sytuacji, po zdjęciu obudowy
filtra okazuje się, że w zakresie
obrotów silnika między 2500 a 4500 RPM
mieszanka paliwowo powietrzna zaczyna
tworzyć się tuż przed wlotem powietrza
do kolektora ssącego, przyczyniając się
do radykalnego zmniejszenia sprawności
napełniania cylindrów. W miarę
wzrastania obrotów silnika mieszanka
"wraca" na przypisane jej miejsce w
środku kolektora ssącego a moment i moc
zaczynają wzrastać. Wysoka temperatura w
obrębie komory spalania i wysokie
prędkości obrotowe silnika powodują
zmniejszenie trwałości pierścieni
tłokowych i szybsze zużywanie się
prowadnic zaworowych oraz uszczelniaczy
trzonków zaworowych. Konsekwencją jest
zwiększone zużycie oleju silnikowego i
mniejsza sprawność silnika.
Poza tym okazało
się, że nie zawsze filtr stożkowy
potrafi zapewnić wymaganą czystość
powietrza dostającego się do silnika. W
ubiegłym roku w paru przypadkach, w
silnikach z zamontowanym filtrem
stożkowym bezpośrednio na kolektorze
ssącym, po przebiegu rzędu 30.000 km.
trzeba było wymieniać pierścienie
tłokowe z powodu nadmiernego zużycia. Po
demontażu filtra w kolektorze ssącym
stwierdzono "odłożoną" warstwę
zanieczyszczeń w postaci dużej ilości
bardzo drobnego pyłku przylepionego do
wewnętrznej powierzchni kolektora
ssącego. Wydaje mi się, że główną
przyczyną tego problemu mogą być drgania
filtra powietrza tak zamontowanego,
które są wynikiem wibracji silnika.
Okazuje się
jednak, że w niektórych samochodach
zamontowany filtr stożkowy ewidentnie
przyczynia się do zwiększenia mocy i
momentu.
Takie pozytywne
doświadczenie mieliśmy z samochodami :
Opel Kadett 2,0 GSI 8V, Renault Clio
1,8, Toyota Celica 2,0 16V i kilkoma
innymi typami samochodów.
Klasycznym
przypadkiem negatywnego działania
założenia filtra stożkowego bezpośrednio
na kolektor ssący a w zasadzie na wlot
wtrysku jest CC i SC. 900 i 1100.
We wszystkich
stwierdzonych pozytywnych przypadkach
filtr stożkowy nie był zamocowany
bezpośrednio na kolektorze ssącym a w
dużym oddaleniu od niego z zastosowaniem
odpowiedniego przewodu elastycznego
łączącego filtr z kolektorem. W dodatku
filtr zamontowany był w części komory
silnikowej gdzie jest faktycznie
stosunkowo zimne powietrze, czyli
maksymalnie blisko przodu samochodu i
maksymalnie nisko oraz jak najdalej
kolektora wydechowego jeśli znajduje się
z przodu silnika.
Trzeba pamiętać,
że takie filtry stosowane są z
powodzeniem w silnikach przygotowanych
do prawdziwego sportu czy wyczynu.
Tylko, że w takich silnikach,
szczególnie o małej pojemności skokowej,
prędkości obrotowe są rzędu 10.000 RPM.
Poza tym przełożenia skrzyni biegów
gwarantują utrzymanie silnika w bardzo
wąskim zakresie obrotów w którym
osiągane są stosowne parametry mocy czy
momentu.
Wniosek. Nie
podchodźmy bezkrytycznie do różnych
rozwiązań ulegając magii i sile sugestii
reklamy. Dokonajmy pomiarów trakcyjnych
samochodu przed taką zmianą. Najlepiej w
porównywalnych warunkach rozpędźmy
samochód na IV biegu od prędkości 80 do
120 km/h i zmierzmy czas przed i po
zabawie z filtrem. Możemy to również
zrobić rozpędzając auto na dystansie 400
m. lub 1000 m. od prędkości początkowej
"0". W tym przypadku błąd może być dość
znaczny jeśli nie opanowaliśmy sztuki
porównywalnego wielokrotnie ruszania z
miejsca. Starajmy się filtr umieścić w
naprawdę chłodnym miejscu komory
silnikowej owiewanym intensywnie przez
chłodne powietrze. Izolujmy cieplnie
przewód łączący filtr z kolektorem
ssącym najskuteczniej jak tylko
potrafimy.
Powodzenia!
Jacek Chojnacki
Źródło: http://www.vwgolf.pl/tunpor/porady/stozki.htm
|