W roku 2002 sprowadzono
z zagranicy około 180 tys. samochodów
używanych. Większość trafiła lub trafi na
rynek do kolejnej odsprzedaży. Coraz więcej
wśród aut z drugiej ręki pojawia się
egzemplarzy kupionych niegdyś jako nowe u
dealerów w kraju. Szacuje się, że co roku
nawet kilkaset tysięcy aut zmienia
właścicieli.
Pośród ofert możemy
natrafić na pojazdy wszystkich marek i w
najrozmaitszej kondycji - od mało używanych, w
świetnym stanie technicznym, po złożone z
kilku wraków, byle jak pospawane i
polakierowane monstra.
Gdzie szukać ofert?
Najbardziej tradycyjne
miejsca poszukiwania pojazdów to autokomisy,
salony dealerów, handlujących takimi
samochodami oraz giełdy. To propozycje przede
wszystkim dla tych, którzy lubią mieć
bezpośredni kontakt z przedmiotem transakcji,
towar dotknąć i obejrzeć. Bogatym źródłem
informacji są też ogłoszenia prasowe.
Lubiący kontakt z
pilotem telewizora mają do dyspozycji sporo
ogłoszeń zamieszczanych na stronach w
telegazetach wszystkich liczących się stacji.
Niewyczerpalnym wręcz
źródłem informacji jest Internet. W każdym
szanującym się portalu (np. Wirtualna Polska,
Onet, Interia, czy Hoga) jest dział
"motoryzacja", a w nim od... kilkunastu di
kilkuset ogłoszeń zaczynających się od zwrotu
"Sprzedam auto...". Istnieje wiele
wyspecjalizowanych witryn poświęconych tylko
handlowi samochodami (np. mojeauto.pl, ebo.pl,
trader.pl); ogłaszają się w nich osoby
prywatne, autokomisy, dealerzy. Ale uwaga -
coraz więcej jest też ogłoszeń zamieszczanych
przez osoby zawodowo trudniące się
sprowadzaniem samochodów powypadkowych.
Buszując w sieci
natrafiamy na wiele stron zawierających oferty
kupna-sprzedaży aut. Nie szukamy przy tym na
ślepo. Konstrukcja stron umożliwia bardzo
precyzyjne zdefiniowanie potrzeb i oczekiwań
(pytania dotyczą np. wielu szczegółów
wyposażenia dodatkowego). Potem wystarczy
tylko kliknąć myszą przycisk "szukaj" i po
kilku sekundach widzimy na ekranie listę
propozycji - często ze zdjęciami. Jeśli jednak
dobrze się zastanowić, to tego typu strony www
to nic innego jak gazeta ogłoszeniowa - tyle
że elektroniczna. Idea bowiem jest ta sama -
skontaktować sprzedającego z ewentualnym
kupcem. A potem wszystko po staremu -
spotkanie, oględziny, transakcja. Stosunkowo
nowym natomiast sposobem wejścia w posiadanie
pojazdu używanego są aukcje internetowe. Na
największej z nich - allegro.pl - można
znaleźć codziennie co najmniej kilkaset
propozycji aut używanych. Nie ma tu jednak co
liczyć na wyjątkowe okazje - i sprzedający, i
kupujący doskonale orientują się w średnich
cenach danego modelu i trudno zejść poniżej
tego poziomu cen. Warto wiedzieć, że przy tak
poważnych transakcjach jak kupno auta niemal
wszyscy sprzedający zastrzegają sobie
konieczność telefonicznego potwierdzenia
złożonej oferty. Przed przystąpieniem do
licytacji warto też skontaktować się ze
sprzedającym i wypytać o szczegóły. Miłośnikom
konkretnej marki warto polecić odwiedziny na
stronach fanklubów. Można tam natrafić na
prawdziwe rarytasy. Inną zaletą jest i to, że
przeszłość oferowanych tam aut (szczególnie
mniej popularnych marek) jest prześwietlona
niemal od dnia wyjazdu auta z taśmy
produkcyjnej po dzień sprzedaży.
Powyższe informacje
dotyczą polskich stron www. Znający, choćby w
stopniu podstawowym, języki obce mają do
wyboru... kilka milionów innych, na których aż
roi się od ofert po niemiecku, angielsku lub w
innym języku. Wystarczy w wyszukiwarce wpisać
zwrot autohandel, automarkt, gebrauchtwagen
lub tylko auto, żeby wyświetliła się lista
kilku, jeżeli nie kilkunastu tysięcy stron.
Dobrym sposobem na zakup
auta jest udział w pretargach, chociażby
dlatego, że wystawiane tam pojazdy są
wiadomego pochodzenia, a ich stan techniczny
jest potwierdzony opinią rzeczoznawcy.
Przetargi organizują niemal wszyscy - banki,
agencje celne, firmy leasingowe. W przypadku
tych ostatnich - na przykładzie Europejskiego
Funduszu Leasingowego - istnieje kilka dróg
pozyskania auta. Pierwsza to przetarg ustny,
przy którym wymagane jest wadium w wysokości
10% ceny wywoławczej. Jeśli auto nie zostanie
sprzedane w I przetargu, wystawione jest w II,
z ceną obniżoną o połowę. Drugi sposób to
przetarg ofert, gdzie wadium nie jest
wymagane. Polega on na tym, że listownie,
faksem lub e-mailem przesyłamy do Funduszu
informację, że za dany samochód jesteśmy
gotowi zapłacić tyle a tyle. Jeśli nikt nie
zaoferuje więcej - po upływie terminu
składania ofert stajemy się właścicielem
pojazdu. Jeżeli nasza oferta zostanie przebita
- nie pozostaje nam nic innego jak próbować za
miesiąc lub wejść w posiadanie auta drogą
przejęcia leasingu od dotychczasowego
leasingobiorcy. Koszty tej operacji to 1%
wartości auta płacony firmie lesingowej za
spisanie umowy plus ewentualne odstępne dla
poprzednika. Jak wynika z doświadczeń
pracowników firm leasingowych, ceny uzyskiwane
na przetargach oscylują wokół średnich dla
danego rocznika, z korektą na przebieg -
zazwyczaj wyższy od standardowego. Nie cena
więc decyduje o sporej popularności tego typu
transakcji. Główny magnes to sprawdzone
pochodzenie auta i opinia rzeczoznawcy o jego
stanie technicznym.
Mało znane, a dające
pole manewru cenowego są licytacje komornicze.
Aby dowiedzieć się więcej o terminach i
przedmiotach licytacji, należy udać się do
najbliższej siedziby sądu i zapoznać z
ogłoszeniami.
Stosunkowo nową ofertę
na rynku trwałych dóbr konsumpcyjnych - w tym
samochodów nowych i używanych - ma działająca
na polskim rynku od kilku lat Agencja Cenowa.
To rodzaj handlowego detektywa, wyręczającego
klientów w wyszukiwaniu najlepszej istniejącej
na rynku oferty na np. samochód używany.
Na czym to polega?
Jeżeli już wiemy jakie auto chcemy kupić
(marka, poj. silnika, kolor, wyposażenie
dodatkowe) kontaktujemy się telefonicznie
(0801 666 777, 022 673 9704) lub za
pośrednictwem serwisu internetowego (taniej.pl)
z Agencją i... czekamy około doby. Po tym
czasie otrzymamy od firmy propozycję
najbardziej korzystną pod względem finansowym.
Jeżeli nie znajdzie ona na rynku dokładnie
takiego auta, jakiego zażyczyliśmy sobie,
przedstawi nam kilka innych propozycji. Za
usługę nie płacimy ani grosza. Gdy
zaakceptujemy propozycję złożoną nam przez
Agencję - kontaktuje nas ona z posiadaczem
interesującego nas auta. Jest to dealer, bo
firmy nie interesuje towar z nieznanego źródła
i oferta aut używanych jest ograniczona do
samochodów testowych, demonstracyjnych i
używanych, sprzedawanych w sieciach
dealerskich. Na tym działania Agencji kończą
się. Teraz dealer wspólnie z klientem ustalają
miejsce odbioru samochodu i inne warunki
transakcji.
Gdzie kupować w
kraju?
Jeśli na giełdzie, to
doradzamy dużą ostrożność. Faktem jest, że
można tam kupić auta dobre, z deklarowanym
przebiegiem i kompletną dokumentacją. Ale
faktem jest też, że nigdzie indziej nie
dochodzi do tylu przypadków nabijania klientów
w butelkę. Bezpieczniej umówić się z
oferentem, którego znaleźliśmy poprzez
ogłoszenie w prasie czy w Internecie i
odwiedzić zaprzyjaźniony warsztat (w ogromnej
większości przypadków sprzedający się na to
zgadza; jeżeli nie - lepiej odstąpić od
transakcji). Godne polecenia są też komisy
samochodowe - działające samodzielnie, jak i
prowadzone przez dealerów przy salonach danych
marek. Samochody tam oferowane są "czyste" pod
względem prawnym, a ich stan techniczny
zazwyczaj możemy sprawdzić na miejscu.
Największe zaufanie
klientów wzbudzają jednak samochody używane
kupowane z gwarancją w autoryzowanych
salonach. Najbardziej znane systemy
sprzedające takie auta to Autoexpert -
powiązany z Fiatem, Certyfikat Jakości Forda,
Okazje Lwa (Peugeot), czy Samochody Używane -
Seata. Tym co szczególnie przyciąga klientów
jest gwarancja na podzespoły mechaniczne. W
przypadku Autoexperta bezpłatna gwarancja
techniczna może trwać 6, 12 lub 24 miesiące.
Zależy to od stanu technicznego i rocznika
auta. Poza tym samochody posiadają certyfikat
jakości, wydany po sprawdzeniu 120 punktów.
Ford udziela gwarancji od 2 do 6 miesięcy,
Peugeot - rocznej (sprawdzane są 73 punkty). W
każdym z systemów można odpłatnie przedłużyć
czas trwania gwarancji. Pewność i jakość mają
jednak swoją cenę - samochody tam oferowane są
zazwyczaj droższe. Chociaż może się okazać, że
wizyty w warsztatach z autem z giełdy pochłoną
całą różnicę w kilka miesięcy.
A może z zagranicy?
Jeśli tak, to należy się
z tym pospieszyć, gdyż tzw. zagranica
przestanie istnieć w maju 2004 roku (jak
wszystko dobrze pójdzie) i kupując samochód w
dowolnym kraju "dwudziestki piątki" będziemy w
takiej samej sytuacji, jakbyśmy go kupili w
kraju. Wynika to z faktu, że handel na terenie
całej Unii jest traktowany jako handel
wewnętrzny. Ale póki co obowiązują przepisy
mówiące o tym, że na sprowadzone do Polski
autaobowiązuje 35-procentowa stawka celna -
liczona od wartości pojazdu, nie mniejsza
jednak niż 1250 euro dla czterolatków i dwa
razy wyższa - 2500 euro dla starszych. Cło to
obowiązuje jednak tylko w odniesieniu do aut
sprowadzonych spoza Unii i z państw, z którymi
nie podpisaliśmy umów o wolnym handlu.
Praktycznie chodzi tu o samochody amerykańskie
i japońskie, ale tylko te, które są
produkowane na terytorium USA i Japonii. Na
pozostałe obowiązuje zerowa stawka celna,
będąca zwolnieniem od jego płacenia i to pod
warunkiem, że przedstawimy dowód (druk
EURO-1), iż auto zostało wyprodukowane po
właściwej stronie Atlantyku. Wspomniany druk
obowiązuje dla towarów powyżej 6000 euro.
Jeżeli za używane auto zapłacimy mniej -
wystarczy, żeby sprzedający potwierdził
pochodzenie (miejsce produkcji) auta.
Oświadzczenie to jest niezbędne, jeżeli
transakcja została potwierdzona tylko umową
kupna-sprzedaży. Jeżeli o nim zapomnimy - mogą
nam naliczyć cło.
Samochód z zagranicy
możemy ściągać na kilka sposobów. Po pierwsze
- osobiście. Serdecznie odradzamy taki sposób
zakupów osobom nie mającym o samochodach
pojęcia i do tego nie znających żadnego
języka. Po drugie - i tak jest bezpieczniej -
pojechać z kimś kto zawodowo trudni się
sprowadzaniem samochodów używanych i zdać się
na niego (może poza wyborem koloru). Po
trzecie wreszcie - zleć sprowadzenie
konkretnego auta firmie lub osobie.
Niewątpliwe plusy dwóch
ostatnich sposobów to spora szansa, że auto
nie będzie bublem a pośrednik zajmie się
papierkologią. Podstawowy minus to to, że
wszystko kosztuje (przewóz, załatwianie
formalności itp.) i zostanie skrupulatnie
dołączone do ceny auta. Rodzi się też
refleksja, czy nie lepiej było pójść do
komisu...
Potrzebne
dokumenty...
Żeby odprawić samochód,
należy mieć ze sobą jakikolwiek dowód jego
zakupu (faktura, paragon, umowa
kupna-sprzedaży, wspomniany wcześniej druk
EURO-1 lub oświadczenie o kraju pochodzenia.
Aby przekroczyć granicę, potrzebujemy też
dokumentu będącego odpowiednikiem polskiej
karty pojazdu (np. niemiecki brief) oraz
dowodu na to, że auto w kraju pochodzenia było
dopuszczone do ruchu. Samochód musi też być
zarejestrowany w kraju pochodzenia i mieć
ważne badania techniczne. Brak któregokolwiek
z dokumentów może spowodować, że zakupionym
autem granicy nie przejedziemy.
Od września 2002 roku
obowiązuje przepis zabraniający wpuszczenia na
terytorium Polski aut nie spełniających normy
emisji spalin Euro-2. Na granicy nas za to nie
zatrzymają, ale o zarejestrowaniu pojazdu w
Polsce możemy zapomnieć.
...i niezbędne opłaty
na granicy
Główna opłata graniczna
to podatek akcyzowy. Jak duży? To zależy od
roku produkcji sprowadzanego samochodu. Im
auto młodsze, tym mniej do zapłaty. Widełki są
duże i wynoszą od 3,1% wartości celnej auta
dwuletniego z silnikiem o pojemności do 2
litrów (licząc rok produkcji jako pierwszy) aż
do 65% tejże za auto siedmioletnie z silnikiem
powyżej 2 litrów pojemności i każde starsze.
(Szczegółowe dane - patrz ramka).
(ważne w 2003 roku:)
|
ROK PRODUKCJI |
POJEMNOŚĆ DO 2
L |
POJEMNOŚĆ PONAD
2 L |
|
2002-2003 |
3,1% |
13,6% |
|
2001 |
15,1% |
25,6% |
|
2000 |
27,1% |
37,6% |
|
1999 |
39,1% |
49,6% |
|
1998 |
51,1% |
61,6% |
|
1997 |
63,1% |
65% |
Taka konstrukcja podatku
akcyzowego miała za zadanie wyeliminowanie -
lub chociaż ograniczenie - importu aut starych
i w złym stanie technicznym. W dużym stopniu
zadanie zostało spełnione.
Kolejny drenaż kieszeni
czeka nas przy zapłacie podatku VAT. Wynosi on
22% wartości samochodu powiększony o podatek
akcyzowy. Sumując wszystkie poniesione koszty
widać, że do ceny zakupionego za granicą auta
trzeba dołożyć od ponad 25 do 100 procent.
Jeżeli dołożymy do tego opłaty za usługę
fachowca, z którym jedziemy (płatne od
kilometra lub na umowę), wyjdzie, że
superokazja na placu w Stuttgarcie jest tylko
nieco droższa od takiego samego auta stojącego
w komisie obok.
Wizyta w Urzędzie
Skarbowym...
Powinniśmy ją złożyć
przed upływem 14 dni od daty zakupu pojazdu i
uregulować podatek należny z tego tytułu, a
wynoszący 2% wartości brutto auta. Tak się
utarło, że podatek ten płaci kupujący. Nie
płacą go tylko ci, którzy nabyli auto od
płatnika podatku VAT. Pomimo że należne
fiskusowi 2% możemy zapłacić za pośrednictwem
poczty, lepiej do urzędu udać się osobiście.
Jest bowiem taka możliwość - szczególnie gdy
dowodem zawarcia transakcji jest umowa
kupna-sprzedazy - że urzędnik zakwestionuje
podaną przez nas w umowie wartość pojazdu.
Dlaczego? Gdyż istnieje przepis mówiący o tym,
że należny podatek nalicza się od ceny
średniej dla danego modelu i rocznika, a nie
od kwoty rzeczywiście zapłaconej za auto. Na
szczęście, jak wynika z rozmów
przeprowadzonych z urzędnikami, przepis ten
jest stosowany tylko w przypadkach
drastycznych różnic w cenach pojazdu, gdzie na
pierwszy rzut oka widać, że coś tu nie gra. Do
rozliczenia podatku potrzebny nam będzie druk
PCC-1, który otrzymamy w każdym urzędzie
skarbowym.
...i w Wydziale
Komunikacji
Na zarejestrowanie auta
mamy równo miesiąc. Stosik dokumentów, jakie
będą potrzebne, żeby dokonać tego aktu, może
być różnej wielkości i zależy od tego od kogo
auto kupiliśmy. Jeżeli auto było już
rejestrowane na terenie kraju, potrzebny
będzie dowód rejestracyjny, umowa
kupna-sprzedaży, stare tablice rejestracyjne i
karta pojazdu (dla aut rejestrowanych po 1
lipca 1999r.). Jeżeli samochód był
rejestrowany w innym urzędzie komunikacji, na
okres miesiąca otrzymamy tymczasowy dowód
rejestracyjny i stałe tablice; jeśli w tym
samym - dostajemy od razu stały dowód i takież
tablice. Koszty jakie poniesiemy w związku z
rejestracją nie powinny przekroczyć 170 zł.
Nieco więcej dokumentów
musimy przedstawić, jeśli sprowadzimy auto np.
z Niemiec. Będą to dowód zakupu (faktura,
umowa kupna-sprzedaży), brief, wymeldowanie
auta (Abmeldung), dokument potwierdzający
wykonanie przeglądu technicznego w kraju,
dokument ostatecznej odprawy celnej i - od
21.09.2002 - orzeczenie producenta, że
samochód spełnia normę czystości spalin
Euro-2. Trzy pierwsze dokumenty muszą być
przetłumaczone na język polski przez tłumacza
przysięgłego. Poza tym, jeśli samochód nie był
sprowadzony na nasze nazwisko, potrzebny
będzie rachunek od osoby, która go nam
sprzedała. Za rejestrację takiego pojazdu
zapłacimy dużo drożej - do 1200 zł, z czego
1000 zł jest pobierane za wystawienie karty
pojazdu.