|
Fani wyścigów na 400
m wciąż myślą o podnoszeniu mocy w swoich
bolidach. Jednak po przejechaniu 1/4 mili
trzeba się zatrzymać.
Zaczynamy od hamulców bo
dobre hamowanie to... szybsza jazda! Niezwykle
łatwo jest wykorzystać dynamikę samochodu
podczas rozpędzania. Tutaj nie ma cudów. Im
mocniejszy silnik, tym lepsze przyspieszenie.
Natomiast przy hamowaniu "byle" Seicento może
być lepsze od Lexusa. I to nie dlatego, że ma
lepsze hamulce, ale dlatego, że kierowca umie
je dobrze wykorzystać. Tutaj leżą duże
rezerwy. Zauważcie, że przeważnie ludzie
zaczynają hamować jakieś 500 metrów przed
światłami. Jadą tak, jadą... szlifując tylko
tarcze, a my za nimi odpuszczamy tylko gaz i
tak samo zwalniamy. Na ulicy nie musimy
oczywiście hamować jak na wyścigu, szczególnie
gdy na zderzaku siedzi nam cysterna Orlenu.
Patrząc jednak na własny styl jazdy możemy
zobaczyć, że przeważnie zostaje nam sporo
zapasu. Widać więc, że manewr hamowania jest
bardzo trudny, a jednocześnie jak łatwo jest
poprawić swój wynik w jeździe sportowej
maksymalnie wykorzystując hamulce.
Co to jest hamowanie?
Odpowiedź jest niby prosta: jest to zmiana
prędkości samochodu. O wiele bardziej pomocne
jest jest jednak opisanie procesu hamowania w
inny sposób. Potrzebna do tego będzie jedynie
mała powtórka z siódmej klasy podstawówki.
Jadący samochód, czyli używając języka fizyki,
ciało w ruchu posiada energię kinetyczną (Ek=1/2
masy*prędkość do kwadratu). Naciskając pedał
hamulca wytwarzamy energię tarcia pomiędzy
tarczą a klockami. Dzięki niej samochód
zwalnia i zmniejsza się jednocześnie jego
energia kinetyczna. Zgodnie z prawami fizyki
(zasada zachowania energii) energia kinetyczna
zamienia się w naszym przypadku w energię
cieplną. Dlatego hamulce się rozgrzewają. Na
szczęście energia cieplna wytwarzana w czasie
hamowania jest przekazywana do otoczenia i
hamulce stygną. Zobrazowanie hamowania jako
zamiany jednej formy energii w drugą, jest
kluczem do zrozumienia całego zagadnienia. W
czasie hamowania wydzielają się potężne ilości
ciepła, których niestety nie można zobaczyć.
Po charakterystycznym zapachu rozgrzanych
klocków można jedynie podejrzewać, że hamulcom
jest naprawdę ciepło. Żeby nie było, że
konfabulujemy (???), znowu przenieśmy się na
chwilę do podstawówki. Wyobraźmy sobie, że
wytworzonym podczas hamowania ciepłem,
podgrzewamy wodę. Załóżmy, że hamujemy
samochodem osobowym o masie 1000 kg z rzadko
przez nas używanej prędkości 50 km/h do zera.
Właśnie przyszykowaliśmy sobie herbatę, bo
udało się ugotować około 0,3 litra wody.
Jeżeli mamy więcej gości to rozpędzamy
samochód do 100 km/h. Energia wytworzona przy
hamowaniu z tej prędkości pozwoli nam
zagotować już trochę ponad litr wody (nie
dolewając do pełna mamy pięć herbat). Dużo
ciekawiej wygląda to przy hamowaniu
wspomnianej już cysterny. Zakładając, że waży
ona 32 tony z jednego hamowania z 50 km/h do 0
otrzymamy ponad 9 litrów wrzątku!
Materiały
Dla ułatwienia w dalszej części będziemy
pisali tylko o tarczach, pomijając bębny. Z
dotychczasowego opisu zjawiska hamowania
wynika, że tarcze muszą być wykonane z
materiału zdolnego do pracy w bardzo wysokiej
temperaturze (można założyć, że jest to
700-900 st. C). Dodatkowo tarcza musi być
wystarczająco odporna na ścieranie tak, by nie
trzeba jej było zbyt często wymieniać.
Dorzućmy jeszcze ciężkie warunki pracy, np.
rozgrzewanie i raptowne chłodzenie, dużą
sztywność zapobiegającą odkształceniom itd.
Wymagania materiałowe są więc bardzo duże. W
praktyce okazało się, że jedynym materiałem
zdolnym sprostać tak ciężkim warunkom jest
żeliwo szare (żeliwo to żelazo z dużą
domieszką węgla odpowiedzialnego za odporność
termiczną, oraz innymi dodatkami
zwiększającymi twardość, odporność na
ścieranie, etc.). Ponadto żeliwo jest
materiałem stosunkowo łatwym w obróbce, a
przez to tanim. Inne materiały odporne na
wysokie temperatury jak np. stal, nie nadają
się do produkcji tarcz, ponieważ nie spełniają
wszystkich wymagań konstrukcyjnych lub
użytkowych. W przypadku stali jest to zbyt
mała odporność na odkształcanie się pod
wpływem temperatury, a do tego jeszcze
trudność w obróbce. W samochodach super
sportowych można spotkać tarcze hamulcowe
wykonane z kompozytów (czyli zgrzewane i
prasowane). Jest to jednak inna bajka bo przy
ich produkcji nie trzeba bardzo ograniczać
kosztów i szukać tanich materiałów. Ale
poczekajmy cierpliwie, za jakiś czas może i
one trafią do aut tańszych.
Produkcja
Z pozoru proces wykonania tarcz nie jest zbyt
skomplikowany, są tam jednak zaprzęgnięte
bardzo nowoczesne technologie, szczególnie
jeśli chodzi o samą obróbkę. Nie wszyscy o tym
wiedzą, że tarcze hamulcowe tak naprawdę są
odlewane tylko w kilku odlewniach na całym
świecie. Dlatego czasem trudno jest
odpowiedzieć na pytanie: "jakiej ona jest
produkcji?" bo może się okazać, że tarcze
sygnowane przez różnych producentów, np.
Brembo czy ATM są wykonane z identycznego
materiału pochodzącego z tej samej odlewni!
Różnice występują jedynie w ich obróbce, no i
oczywiście zapakowane są w inne pudełka.
Gotowe odlewy trafiają
do producenta, który wykonuje ich obróbkę
mechaniczną. Precyzja wykonania jest ogromna,
np. wymagana równoległość powierzchni tarczy
mieści się w tysięcznych milimetra! Po
zakończeniu obróbki tarcze są sprawdzane czy
"trzymają" wszystkie parametry. Według normy
DIN robi się to z co dziesiątą tarczą. Czasami
jednak producenci stosują ostrzejsze normy
jakościowe. W fabryce ATM, którą mieliśmy
przyjemność zwiedzać badana jest każda
wyprodukowana tarcza! Widać więc, że ten
"kawał żelastwa" jest dość skomplikowanym
produktem, ale w końcu pełni bardzo
odpowiedzialną funkcję w naszych samochodach.
Tarcza i bęben
Tylko dla porządku piszemy, że ze względu na
konstrukcję, hamulce dzielimy na tarczowe i
bębnowe. Dominujący układ to tarcze na
przedniej osi i bębny z tyłu.
Hamulec tarczowy, w
porównaniu z bębnowym o takiej samej średnicy,
dostarcza podobnej siły hamowania. Bęben
rozgrzewa się w czasie pracy wolniej niż
tarcza. Ale potem wolniej się chłodzi. Tarcza,
mimo, że w porównaniu z bębnem może
"zmagazynować" mniejszą ilość ciepła, to jest
w stanie o wiele szybciej oddać ciepło do
otoczenia. Łatwiej jest więc zachować stabilne
warunki pracy tarczy. Hamulec bębnowy jest
stosowany na tylnej osi z kilku powodów. Jego
konstrukcja jest prosta i tania. Ponieważ
większość roboty (około 70%) "odwala" tarcza,
to z tyłu można zastosować w zupełności
wystarczające jeśli chodzi o siłę hamowania,
ale tańsze bębny (co liczy się bardzo w
produkcji wielkoseryjnej). Hamulec bębnowy
jest również szczelny. Dzięki temu zachowuje
skuteczność po przejechaniu przez wodę i nie
"przeszkadzają" mu zanieczyszczenia wzbijane
przez przednie koła. Konstrukcja hamulca
ręcznego blokującego bębny jest prostsza niż w
wypadku hamulca tarczowego, czyli znowu niższe
koszty dla producenta samochodu.
Dobra wiadomość dla
tuningowców: hamulec tarczowy jest wysoce
podatny na modyfikacje. Prosta, kompaktowa
budowa powoduje, że przeważnie bez większych
problemów można np. w miejsce zwykłych tarcz
zamontować wentylowane (są one znacznie
grubsze od zwykłych, a więc trzeba też
wymienić zaciski) lub założyć tarcze o
powiększonej średnicy, co powoduje również
konieczność przerobienia mocowania zacisków.
Dlaczego drżą mu
nogi?
Napisaliśmy już jak hamowanie wygląda od
strony teoretycznej, teraz parę słów jak to
się dzieje w rzeczywistości. Jeśli hamulce są
niesprawne albo zbyt ostro hamujemy, dochodzi
do sytuacji, w której wytwarzają one więcej
ciepła niż są w stanie "wypromieniować" do
otoczenia. Najpierw rozgrzewają się
niemiłosiernie tarcze oraz klocki, co już
obniża skuteczność, a podwyższa ryzyko
kosztownej wizyty u blacharza. Dalsze
"heblowanie" rozgrzewa zaciski hamulcowe.
Hamulce są uruchamiane przez układ
hydrauliczny, więc znajdujący się w zaciskach
płyn odbiera ciepło z zacisków i zaczyna się
gotować. Pedał robi się miękki, a kierowca
trupio blady. Bardziej już nie da się
"skatować" hamulców.
Ze wszystkich wywodów
wynika więc, że tuning hamulców to działanie w
dwóch kierunkach:
1. większa siła tarcia, przekładająca się w
uproszczeniu na krótszą drogę hamowania
2. zdolność do przyjmowania dużych ilości
ciepła i szybkiego oddawania ich do otoczenia.
Mówiąc po ludzku: hebel
musi dobrze łapać i nie może się zagotować.
Męczyliśmy Was powtórką
z podstawówki i dziecinnymi zadaniami z
gotowaniem wody nie przez przypadek lub brak
pomysłu na artykuł. Chcieliśmy, aby każdy
zrozumiał i "zobaczył" co dzieje się podczas
hamowania. Jeżeli czujecie już temat, to dużo
łatwiej będzie Wam zabrać się do przerabiania
układu hamulcowego, a przede wszystkim
będziecie wiedzieli dlaczego i po co
wymieniacie daną część. Poza tym zawsze lżej
będzie rozstać się z kolejną porcją gotówki.
W następnym odcinku nie
będzie już teorii, ale zajmiemy się
"konkretami". Pomożemy Wam podjąć decyzję czy
wydać pieniądze na tarcze wentylowane,
frezowane, a może na same klocki?
Serdeczne podziękowania
dla inż. Tomasza Mikody za udzielone
informacje.
Źródło: Wojciech Jurecki, Tomasz Ważyński
"Gotowanie wody", GT nr 4 (52), kwiecień 2003,
str. 26-27
|