|
Sama pasjonuję się
rajdami samochodowymi a także wszelkimi innymi
dyscyplinami sportu, polegającymi głównie na
wysłuchiwaniu ryku silnika (i to im głośniej
ryczy, tym lepiej). Jednak prawdziwy Kibic
Rajdowy (mówię o takim kibicu przez duże "K")
to chyba najdziwniejszy gatunek, z jakim się
kiedykolwiek zetknęłam...
Życie takiego Kibica
jest niewiarygodnie ciężkie - każdy z nich
musi posiadać samochód i ganiać za swoimi
ulubionymi kierowcami po rajdowych trasach.
Całe widowisko to kilkusekundowe przemknięcie
samochodu. I to było na tyle - czas gonić na
kolejny odcinek specjalny (po drodze trzeba
się jeszcze przecisnąć w megakorku stworzonym
przez innych maniaków tego sportu). Kibice
piłki nożnej także nie mają łatwego życia
(szczególnie że przebywanie na stadionie
piłkarskim grozi śmiercią lub kalectwem).
Słono płacą za bilety na najlepsze mecze, ale
za to - siadają na wyznaczonym miejscu i przez
90 minut są w samym środku wydarzeń. A taki
Kibic Rajdowy? O ile nie ma dostępu do
internetu czy do biura zawodów (ale trudno być
w dwóch miejscach jednocześnie) nawet nie wie
kto tak naprawdę wygrywa.
Jednak z moich
doświadczeń wynika, że polscy kibice są
niezbyt dobrze przygotowani do tego niezwykle
ciężkiego zajęcia jakim jest Obserwowanie
Przejeżdżających Samochodów. Po pierwsze: nie
zachowują podstawowych zasad bezpieczeństwa -
nie wiedzą gdzie i jak stawać na trasie
odcinka specjalnego a czasem nawet nie są
poinformowani kto startuje w danej imprezie.
Na pytanie dziennikarza, kto prowadzi w
tegorocznym Rajdzie Zimowym, kibice
najczęściej odpowiadali: "Ja tam nie wiem.
Chyba Hołowczyc..." (prowadził Kuzaj, a
Hołowczyc w ogóle nie startował). Co innego
kibice z tras Rajdowych Mistrzostw Świata! To
jest najlepsza odmiana tego gatunku! Podczas
tegorocznego Rajdu Szwecji z przyjemnością
obserwowałam całe rodziny doskonale
przygotowane do piknikowania na mrozie.
Profesjonalne ubrania, przenośne grille,
stołeczki - aż miło popatrzeć. Do tego -
tamtejsi kibice są superzdyscyplinowani i w
żaden sposób nie zakłócają przebiegu zawodów.
Nieco inaczej wygląda sprawa podczas rajdów na
południu Europy...
W Portugalii banda
masochistów staje przy samej drodze po to, aby
przejeżdżający samochód zasypał ich
doszczętnie piachem i kamieniami. Wydaje się
nawet, że czerpią z tego swoistą przyjemność,
bo kiedy tylko przestają się dusić i dławić, a
tuman kurzu opadnie - znów stają przy samej
trasie i czekają na nową porcję pyłu. Trzeba
jednak przyznać, że są do tego zajęcia dość
dobrze przygotowani. Maski przeciwpyłowe,
gogle narciarskie, parawany ze starego
materaca - to absolutna podstawa takiego
ekwipunku. Dominują także specjalne foteliki i
koniecznie (!) przenośne lodóweczki z zimnymi
napojami (także tymi z "prądem"). To nic, że
kamery telewizyjne przestają pracować po
pięciu minutach, aparaty fotograficzne
odmawiają posłuszeństwa, a piach chrzęści w
zębach. Kibic i tak dzielnie będzie maszerował
10 (słownie: DZIESIĘĆ!!!) kilometrów po to,
aby popatrzeć na swoich idoli. Tamtejsi kibice
mają jednak wyjątkowy sposób na podnoszenie
sobie poziomu adrenaliny.
W Portugalii znajduje
się najsłynniejsza w europejskich rajdach hopa
Fafe. Cała zabawa polega na tym, żeby przebiec
przed pędzącą rajdówką jak napóźniej. Nikt
jednak nie wie czemu mają służyć tego typu
praktyki. Jedno jest pewne - niemal zawsze
udaje im się zdążyć... Obecnie do zapanowania
nad tym rozentuzjazmowanym tłumem nie
wystarczają już taśmy, płotki, zasieki czy
helikoptery ostrzegawcze. Teraz porządku
pilnują służby specjalne ze szkolonymi psami.
Colin McRae zapytany o wrażenia z Rajdu
Portugalii niemal zawsze odpowiada: "Kiedy nie
wiesz gdzie dalej przebiega trasa OS-u to wal
tam, gdzie jest najwięcej ludzi. Na pewno
dobrze trafisz..."
A kiedy taki maniak
rajdowy już się napatrzy to na jednym ze
straganów kupuje sobie wszystkie niezbędne
akcesoria, aby z pseudo-kibica stać się
Kibicem Rajdowym. Już za tysiąc dolarów można
ubrać się w gadżety reklamowe ze znaczkiem
Subaru, Peugeota czy Mitsubishi. Z insygniami
świadczącymi o przynależności do tego
hermetycznego świata rajdów może spokojnie
podążać na kolejną imprezę, aby znów stanąć
przy samej trasie i odetchnąć zapachem spalin,
posłuchać ryku silnika... No cóż, dusza kibica
jest niepojęta... Moja także...
|